Moja miłość do minerałów kwitnie. Dzisiaj o dwóch produktach, które przygarnęłam w ramach wymiany.
Robienie zdjęć różnym specyfikom na moich policzkach to dla mnie nie lada wyzwanie, mimo, że jako tako z aparatem jestem oswojona. Ciężko uchwycić mi kolor, efekt taki jaki jest w rzeczywistości. Często np dany bronzer czy róż nawet nie wyróżnia się, dlatego do zdjęć nakładam je w większej ilości i mniej rozcieram- czasami widać to na zdj.
EVERYDAY MINERALS, RAW SUGAR
Bronzer w ciepłym odcieniu. Posiada złote drobinki, które tworzą satynowy efekt.
Odnoszę wrażenie, że na zdjęciach za bardzo wpada w rudy. W rzeczywistości jest to brąz.
Ten odcień jest niesamowity. Cera jest taka hmm.. zdrowo wyglądająca ;) Początkowo używałam go w dzień w dzień, później zastąpiłam czymś innym. Wróciłam i mam problem z aplikacją. Można sobie zrobić krzywdę ;P
EVERYDAY MINERALS, VIKI'S RADIANT CREATION
Jest to puder rozświetlający, który na mojej jasnej cerze wygląda bardziej jak róż. Myslę, że przy ciemniejszej karnacji będzie dobry jako rozświetlacz.
Łączy on w sobie odcienie beżu, różu, odcienia brzoskwini/moreli. Posiada drobinki, które również tworzą taki satynowy efekt.
PODSUMOWANIE
Obydwa kosmetyki lubię przede wszystkim za piękne kolory, ale również za efekt i trwałość. Chociaż muszę przyznać, że VIKI'S RADIANT bardziej podbił moje serce.
A Wy używacie bronzery, róże, pudry brązujące? Wiecie, że mnie dopiero na studiach koleżanki oświeciły jak bardzojest to przydatne w makijażu? :P
sobota, 19 maja 2012
piątek, 18 maja 2012
Krem na dzień, krem na noc..
Nawilżenie skóry to podstawa!
Aktualnie nie wyobrażam sobie żebym nie nałożyła kremu na twarz. Baaa powiem więcej- nauczyłam się w końcu systematycznie balsamować się i bardzo to polubiłam. Nawilżanie mogę porównać do mycia zębów ;) Coś bez czego nie wyobrażam sobie życia, a zarazem coś bardzo normalnego.
Od połowy lutego rozpoczęłam testowanie dwóch kremów. Zrecenzuję je dzisiaj najpierw po krótce pojedynczo, a pod koniec posta będzie dłuższe podsumowanie kremów stosowanych systematycznie wraz z efektami w trakcie jak i moimi spostrzeżeniami z perspektywy czasu kiedy to zaczęłam stosować inne.
OCENIAM PRODUKTY JAKO..
Jako posiadaczka cery suchej, wymagającej stałego, systematycznego nawilżenia. Oprócz problemów z suchością skóry posiadam również zaskórniki, rozszerzone pory, przebarwienia oraz naczynka.
W okolicach stycznia z powodu niskiej temperatury na dworze, ogrzewania oraz podrażnienia peelingami mechanicznymi moja cera była w bardzo kiepskiej kondycji. Suche skórki, zaczerwienienie, pieczenie, suchość, pojawiły się pierwsze naczynka.
Postawiłam na systematyczne nawilżanie, odżywianie.
Oprócz w/w kremów stosowałam inne maseczki/olejki itp.
Lubię kremy o cięższej konsystencji, pozostawiające delikatny film (mokry efekt) na twarzy.
WSKAZANIA: krem polecany do codziennej pielęgnacji skóry z problemem pękających i rozszerzonych naczynek
DZIAŁANIE: krem zapewnia doskonałe nawilżenie skóry dzięki woskowi z oliwek oraz hialuronianowi sodu. Zawarty w kremie wyciąg z alg pomaga skutecznie zmniejszyć zaczerwienienia
EFEKT: nawilżona i rozświetlona skóra bez zaczerwienień
MOJA OPINIA
Konsystencja bardzo mi odpowiada. Dość lekka, ale treściwa. Krem dobrze się rozprowadza i wchłania, pozostawiając na skórze delikatny film. Efekt nawilżenia wyczuwalny. Skóra nawilżona i odżywiona. Nie zatyka porów, nadaje się pod makijaż. Zapach do końca mi nie odpowiada, mógłby być przyjemniejszy.
OCENA 5/5
WIEK: zalecane dla 20-60 lat
WSKAZANIA: skóra skłonna do zaczerwienień, płytko unaczyniona, z rozszerzonymi naczynkami. Krem intensywnie odżywia skórę podczas nocnego wypoczynku, gdy proces jej regeneracji jest najbardziej efektywny. Skutecznie koi podrażnienia, uszczelnia naczynia krwionośne i wzmacnia delikatny naskórek. Twoja skóra po przebudzniu odzyskuje naturalny koloryt i jest długotrwale wygładzona.
MOJA OPINIA
Z niewiadomych przyczyn miałam wielkie wątpliwości co do stosowania kremów Lirene. Wydawało mi się zawsze, że będą nieodpowiednie dla mojej cery więc ich nie kupowałam.
Ponieważ w związku ze współpracą, blogerka jest zobowiązana do przetestowania danych kosmetyków, spróbowałam i teraz wiem, że jak będę chciała krem z trochę niższego przedziału cenowego to wybiorę produkt Lirene. W chwili obecnej testuję inny krem i z obydwu jestem zadowolona, więc przypadły mi do gustu :)
Odżywczy krem łagodzący na noc ma bardzo przyjemny zapach. Dobrze się rozprowadza i szybko wchłania- co dla mnie jest minusem, ponieważ zwłaszcza na noc lubię czuć ten mokry efekt na twarzy. Czasami stosowałam drugą warstwę. Jednak pomimo szybkiego wchłaniania się,nie ma uczucia ściągnięcia itd. Czuję, że skóra jest wygładzona, miła w dotyku.
Często na strategiczne miejsca nakładałam olejek.
Nawilżenie/Odżywienie
Tak jak pisałam wyżej w okolicach stycznia moja cera była mocno wysuszona i podrażniona. Zajęłam się więc w pierwszej kolejności nawilżaniem oraz złagodzeniem podrażnień.
Oprócz kremów stosowałam inne produkty typu maseczki, olejki, kapsułki itp.
Jednak podstawą codziennej pielęgnacji były owa dwa kremy i spisały się bardzo dobrze.
Od stycznia ani razu nie peelingowałam swojej cery a mimo tego suche skórki już nie powróciły.
Nie muszę chyba wspominać, że wszelkie podkłady o wiele lepiej się rozprowadzały i wyglądały na tak odzywionej skórze.
Naczynka
Obydwa kremy są do cery naczynkowej. Dodatkowo stosowałam punktowy żel na naczynka innej firmy (no noc).
Naczynka nie zmniejszyły się, ale i nie powiększyły. Nie pojawiły się nowe! Dopiero po przejściu na inną pielęgnację (już nie ukierunkowaną na cerę naczynkową) zaczęły się pojawiac kolejne naczynka..
Z perspektywy czasu...
To była idealnie dobrana "mieszanka" kremów i innych specyfików. Doprowadziłam cerę do porządku. Była nawilżona, odżywiona, gładka. Podkreślam, że podczas stosowania kremów nie pękały mi naczynka, a dopiero po jakimś czasie kiedy już zmieniłam kremy naczynka znowu się zaczęły pojawiać :/
Kremy są niesamowicie wydajne. Pomimo, że odstawiłam je głównie ze względu na doprowadzenie skóry do porządku oraz chęci przetestowania innych produktów, nadal zostało ich jeszcze na przynajmniej miesięczne używanie.
Aktualnie nie wyobrażam sobie żebym nie nałożyła kremu na twarz. Baaa powiem więcej- nauczyłam się w końcu systematycznie balsamować się i bardzo to polubiłam. Nawilżanie mogę porównać do mycia zębów ;) Coś bez czego nie wyobrażam sobie życia, a zarazem coś bardzo normalnego.
Od połowy lutego rozpoczęłam testowanie dwóch kremów. Zrecenzuję je dzisiaj najpierw po krótce pojedynczo, a pod koniec posta będzie dłuższe podsumowanie kremów stosowanych systematycznie wraz z efektami w trakcie jak i moimi spostrzeżeniami z perspektywy czasu kiedy to zaczęłam stosować inne.
OCENIAM PRODUKTY JAKO..
Jako posiadaczka cery suchej, wymagającej stałego, systematycznego nawilżenia. Oprócz problemów z suchością skóry posiadam również zaskórniki, rozszerzone pory, przebarwienia oraz naczynka.
W okolicach stycznia z powodu niskiej temperatury na dworze, ogrzewania oraz podrażnienia peelingami mechanicznymi moja cera była w bardzo kiepskiej kondycji. Suche skórki, zaczerwienienie, pieczenie, suchość, pojawiły się pierwsze naczynka.
Postawiłam na systematyczne nawilżanie, odżywianie.
Oprócz w/w kremów stosowałam inne maseczki/olejki itp.
Lubię kremy o cięższej konsystencji, pozostawiające delikatny film (mokry efekt) na twarzy.
PHARMACERIS N, KREM NAWILŻAJĄCO-WZMACNIAJĄCY
http://www.pharmaceris.pl/line.php?id=45
http://www.pharmaceris.pl/line.php?id=45
SPF 15
WSKAZANIA: krem polecany do codziennej pielęgnacji skóry z problemem pękających i rozszerzonych naczynek
DZIAŁANIE: krem zapewnia doskonałe nawilżenie skóry dzięki woskowi z oliwek oraz hialuronianowi sodu. Zawarty w kremie wyciąg z alg pomaga skutecznie zmniejszyć zaczerwienienia
EFEKT: nawilżona i rozświetlona skóra bez zaczerwienień
MOJA OPINIA
Konsystencja bardzo mi odpowiada. Dość lekka, ale treściwa. Krem dobrze się rozprowadza i wchłania, pozostawiając na skórze delikatny film. Efekt nawilżenia wyczuwalny. Skóra nawilżona i odżywiona. Nie zatyka porów, nadaje się pod makijaż. Zapach do końca mi nie odpowiada, mógłby być przyjemniejszy.
OCENA 5/5
LIRENE, CERA NACZYNKOWA, ODŻYWCZY KREM ŁAGODZĄCY NA NOC
Wyciąg z wiśni z Barbados, avocado, winogron
Ekstrakt ze świeżej cytryny
Redukcja zaczerwienień
Wygładzenie
Odżywienie
Łagodzenie podrażnień
WIEK: zalecane dla 20-60 lat
WSKAZANIA: skóra skłonna do zaczerwienień, płytko unaczyniona, z rozszerzonymi naczynkami. Krem intensywnie odżywia skórę podczas nocnego wypoczynku, gdy proces jej regeneracji jest najbardziej efektywny. Skutecznie koi podrażnienia, uszczelnia naczynia krwionośne i wzmacnia delikatny naskórek. Twoja skóra po przebudzniu odzyskuje naturalny koloryt i jest długotrwale wygładzona.
MOJA OPINIA
Z niewiadomych przyczyn miałam wielkie wątpliwości co do stosowania kremów Lirene. Wydawało mi się zawsze, że będą nieodpowiednie dla mojej cery więc ich nie kupowałam.
Ponieważ w związku ze współpracą, blogerka jest zobowiązana do przetestowania danych kosmetyków, spróbowałam i teraz wiem, że jak będę chciała krem z trochę niższego przedziału cenowego to wybiorę produkt Lirene. W chwili obecnej testuję inny krem i z obydwu jestem zadowolona, więc przypadły mi do gustu :)
Odżywczy krem łagodzący na noc ma bardzo przyjemny zapach. Dobrze się rozprowadza i szybko wchłania- co dla mnie jest minusem, ponieważ zwłaszcza na noc lubię czuć ten mokry efekt na twarzy. Czasami stosowałam drugą warstwę. Jednak pomimo szybkiego wchłaniania się,nie ma uczucia ściągnięcia itd. Czuję, że skóra jest wygładzona, miła w dotyku.
Często na strategiczne miejsca nakładałam olejek.
PODSUMOWANIE
Nawilżenie/Odżywienie
Tak jak pisałam wyżej w okolicach stycznia moja cera była mocno wysuszona i podrażniona. Zajęłam się więc w pierwszej kolejności nawilżaniem oraz złagodzeniem podrażnień.
Oprócz kremów stosowałam inne produkty typu maseczki, olejki, kapsułki itp.
Jednak podstawą codziennej pielęgnacji były owa dwa kremy i spisały się bardzo dobrze.
Od stycznia ani razu nie peelingowałam swojej cery a mimo tego suche skórki już nie powróciły.
Nie muszę chyba wspominać, że wszelkie podkłady o wiele lepiej się rozprowadzały i wyglądały na tak odzywionej skórze.
Naczynka
Obydwa kremy są do cery naczynkowej. Dodatkowo stosowałam punktowy żel na naczynka innej firmy (no noc).
Naczynka nie zmniejszyły się, ale i nie powiększyły. Nie pojawiły się nowe! Dopiero po przejściu na inną pielęgnację (już nie ukierunkowaną na cerę naczynkową) zaczęły się pojawiac kolejne naczynka..
Z perspektywy czasu...
To była idealnie dobrana "mieszanka" kremów i innych specyfików. Doprowadziłam cerę do porządku. Była nawilżona, odżywiona, gładka. Podkreślam, że podczas stosowania kremów nie pękały mi naczynka, a dopiero po jakimś czasie kiedy już zmieniłam kremy naczynka znowu się zaczęły pojawiać :/
Kremy są niesamowicie wydajne. Pomimo, że odstawiłam je głównie ze względu na doprowadzenie skóry do porządku oraz chęci przetestowania innych produktów, nadal zostało ich jeszcze na przynajmniej miesięczne używanie.
Jeśli macie jakieś pytania dot. mojej pielęgnacji cery piszcie w komentarzach lub na maila.
Aktualnie stosuję takie połączenie kremów:
Chciałam jeszcze podziękować za wszystkie komentarze pod poprzednim postem, jednak na to poświęcę kolejny post.. ;)
środa, 16 maja 2012
Życie blogerki...
Pomysł na temat tego posta zakiełkował w mojej głowie już jakiś czas temu..
Trochę czytania będzie, ale zachęcam wszystkich do zapoznania się z treścią oraz wyrażenia swojej opinii.
Sporo dostaję maili, komentarzy dotyczących tego jakie cudowne musi być moje życie. Tyle kosmetyków, piękne zdjęcia, lustrzanka itd. Kiedyś dostałam nawet maila, żeby podzielić się z czytelniczką pewnymi sprawami, ponieważ jestem dla niej wzorem, że chciała by byc taka jak ja.
Oczywiście takie słowa są bardzo miłe i bardzo za nie dziękuję, ale niestety prawda jest taka, że niektóre mają drugie dno.
Czasami oglądając mojego bloga, sama mam wrażenie, że mój czytelnik może odebrać mnie jako osobę trochę inną jak jestem w rzeczywistości. Inną w sensie- lepszą, mającą szczęśliwe życie, wspaniałego faceta, mającą czas na robienie zdjęć, prowadzenie bloga- ot bezproblemowe życie. Bach tu jakieś perfumy, bach tu jakieś meteoryty, bach tu zakupy, bach tu zdjęcie odremontowanego pokoju, toaletka, szafa.
Przyznam, że sama się łapię na tym samym oglądając blogi innych dziewczyn. Czasami nawet budzi się we mnie zazdrość widząc u kogoś post dot kolejnych zakupów w Douglasie i nie raz i nie dwa też bym tak chciała.
Często zapominamy, że jesteśmy zwykłymi ludzmi żyjącymi w świecie gdzie owszem towarzyszą radości, ale również smutki. Publikuję posta w którym aż roi się od pozytywnych emotikonek, a tego samego dnia dowiedziałam się, że czeka mnie kosztowne badanie. To, że prowadzimy bloga kosmetycznego (czasami tak jak w moim przypadku przeplatanego postami niekosmetycznymi) czasem sprawia, że inni nas idealizują i chcą mieć takie życie jak nasze.
Ostatnio moja kuzynka (pozdawiam :P) czytając mojego bloga spytała skąd ja biorę pieniądze na te wszystkie kosmetyki. Nie pamiętam co odpowiedziałam, ale pamiętam, że w duchu się zaśmiałam. Część kosmetyków dostaję w ramach współprac (dzięki czemu nie muszę sama wydawać na nie pieniądze i zazwyczaj mam wolny wybór co do tego co chcę dostać).
Może zdziwię niektórych, może nie, ale nie kupuje markowych ubrań, baa ja nawet w sieciówkach kupię coś raz za czas. Inna osoba kupi bodajże jedną bluzkę za 50zł w sklepie, a ja kupię za 5zł w SH. Oczywiście wcale nie krytykuję osób, które kupują nowe ubrania w sklepie. Tak jak pisałam mi też się to zdarza, jednak jak mam możliwość kupienia czegoś taniej co mi się podoba to kupuję. Rozumiecie moje przesłanie? Przykład: nie robię zakupów spożywczych w Almie, bo równie dobre i smaczne jedzenie mogę wyszukać w Biedronce/Tesco tylko, że taniej. I wcale nie cierpię z tego powodu, a tym bardziej nie głoduję, natomiast mogę sobie sprawić jakąś kosmetyczną niespodziankę.
Inna kwestia jest taka, że zawsze wyznawałam zasadę, że chociaż nie wiem jak ciężko by było to zawsze należy nam się coś od życia (akurat teraz chodzi mi o kwestię materialną (zakupową)). Ostatnio przeczytałam u kogoś na blogu komentarz, że jak bardzo puste życie musi być blogerki, żeby szczęście znajdywała w kupieniu sobie setnego kosmetyku. Oczywiście komentarz Anonima, a zakładam, że nie podziela on zdania, że kogoś mogą interesować sprawy makijażu/wizażu/kosmetyków. Właśnie takie osoby zapominają, że oprócz świata kosmetycznego mamy swoje życie, swoje inne radości, a tutaj skupiamy się na kosmetykach. Nie prowadzimy bloga dotyczącego naszego życia- dlatego zachwyty, które tutaj opisujemy dotyczą danego produktu, a nie, że np nasze dziecko powiedziało pierwsze słowo.
Nie śpię na pieniądzach, ale nie klepię też biedy. Potrafię się finansowo zorganizować nawet jak mam małe fundusze. Kwotę jaką przeznaczam na zakupy dostosowuje do moich aktualnych funduszy. Mam ochotę na dany kosmetyk, a nie mam możliwości kupienia go dzisiaj- czekam, oszczędzam i ląduje on w moim koszyku.
Ciśnie mi się na usta (na palce?), żeby trochę się wyżalić, ponieważ w moich życiu aktualnie wiele złego się podziało. Nie chciałabym publicznie wywlekać na światło dzienne moich brudów oraz mam świadomość, że osoba którą mam na myśli mnie czyta. Pewien rozdział w moim życiu się zakończył, a rozpoczyna się nowy i trochę się go boję..
Nie wiem jak zakończyć tego posta i właściwie to już trochę się pogubiłam i mam ochotę skasować całą treść. Chciałam tylko zwrócić uwagę na to, że nie wszystko jest takie piękne na jakie wygląda.
A na pocieszenie zrobię sobie kolejny raz wielką porcję sushi i zjem w samotności..
EDIT:
1. Małe sprostowanie- nigdy nie dostałam żadnego negatywnego komentarza dot mojego bloga/życia/mojej osoby. Napisałam o czymś co ogólnie zaobserwowałam w blogosferze.
2. Dziękuję wszystkim za miłe słowa! Wiele dla mnie znaczą.
3. Może się zdarzyć, że nie odpiszę na niektóre maile, a zwłaszcza te dotyczące wymiany. Aktualnie nie mam za bardzo do tego głowy.. więc albo proszę troszkę odczekać, albo przypominać się :)
poniedziałek, 14 maja 2012
Uchylam rąbek tajemnicy.. :)
Pewnie pamiętacie, że miałam remont.. Zresztą nie raz i nie dwa narzekałam na bałagan w jakim żyłam. Trwało to chyba z ponad miesiąc. Teraz jest to już dla mnie wspomnieniem i odnoszę wrażenie, że jakoś aż tak strasznie ciężko to nie było :)
Remontowaliśmy przedpokój, łazienkę, ubikację oraz dwa pokoje. Skupię się dzisiaj na pokoju, w którym najwięcej czasu przebywam. Nie jest on jeszcze oczywiście skończony, brakuje tego i owego, ale wszystko w swoim czasie.
Od zawsze marzyłam o toaletce.. A że wyznaję zasadę, że marzenia trzeba spełniać to zrealizowałam je w końcu .
Toaletkę kupiłam w Ikei. Kosztowała 699,99 i do tej pory uważam, że jest to stanowczo za wysoka cena jak za takie "biurko z lustrem" :P Niestety wybór toaletek jest bardzo mały, a ta najbardziej mi się podobała więc zdecydowałam się na nią. Tak na marginesie- nie dorobiłam się jeszcze do niej krzesła, siedzę na kuchennym taborecie hehe.
Nie miałam jeszcze czasu żeby zorganizować się. Nie wiem gdzie chcę co trzymać, nie wymysliłam jeszcze fajnego, dogodnego rozwiązania na przechowywanie moich kosmetyków, więc nie zdziwcie się, że szufladki świecą pustkami..
Toaletka posiada dwie mniejsze szufladki..
oraz jedną większą
Szufladki wbrew pozorom są bardzo, ale to bardzo pojemne, a już zwłaszcza ta największa. Planuję dokupić jakieś koszyczki/pojemniczki, dzięki którym fajnie sobie wszystko posegreguję.
Łóżko przełożyłam pod inną ścianę. Ogólnie to muszę je zmienić, ale jeszcze trochę z tym poczekam. Nad łóżkiem wisi obraz, którego również kupiłam jakiś czas temu w Ikei
Muszę dokupić jakieś poszewki na małe poduszki.. :)
Wreszcie mam szafę z lustrami.. Zawsze taką chciałam mieć. Oprócz tego, że wkońcu można się gdzieś w całości przeglądnąć to niesamowicie rozjaśnia i powiększa optycznie pokój.
W środku szafy nie pokażę, ponieważ porządku to tam jeszcze nie ma :)
Zależy mi na tym, żeby ten pokój był bardzo przejrzysty, żeby nie było tam za przeproszeniem nasrane wszystkich możliwych rzeczy. Czeka mnie teraz wyszukiwanie dodatków do niego, żeby trochę go ocieplić.
Póki co parapet zdobią:
To by było na tyle ze zdradzania tajemnic :) Ciekawa jestem Waszego zdania.
------
Wczoraj będąc w sklepie natrafiłam na bardzo fajne ciasteczka na wagę. Mamy z Julcią zamiar upiec podobne i jestem bardzo ciekawa co nam z tego wyjdzie.
Remontowaliśmy przedpokój, łazienkę, ubikację oraz dwa pokoje. Skupię się dzisiaj na pokoju, w którym najwięcej czasu przebywam. Nie jest on jeszcze oczywiście skończony, brakuje tego i owego, ale wszystko w swoim czasie.
Od zawsze marzyłam o toaletce.. A że wyznaję zasadę, że marzenia trzeba spełniać to zrealizowałam je w końcu .
Toaletkę kupiłam w Ikei. Kosztowała 699,99 i do tej pory uważam, że jest to stanowczo za wysoka cena jak za takie "biurko z lustrem" :P Niestety wybór toaletek jest bardzo mały, a ta najbardziej mi się podobała więc zdecydowałam się na nią. Tak na marginesie- nie dorobiłam się jeszcze do niej krzesła, siedzę na kuchennym taborecie hehe.
Nie miałam jeszcze czasu żeby zorganizować się. Nie wiem gdzie chcę co trzymać, nie wymysliłam jeszcze fajnego, dogodnego rozwiązania na przechowywanie moich kosmetyków, więc nie zdziwcie się, że szufladki świecą pustkami..
Toaletka posiada dwie mniejsze szufladki..
oraz jedną większą
Szufladki wbrew pozorom są bardzo, ale to bardzo pojemne, a już zwłaszcza ta największa. Planuję dokupić jakieś koszyczki/pojemniczki, dzięki którym fajnie sobie wszystko posegreguję.
Łóżko przełożyłam pod inną ścianę. Ogólnie to muszę je zmienić, ale jeszcze trochę z tym poczekam. Nad łóżkiem wisi obraz, którego również kupiłam jakiś czas temu w Ikei
Muszę dokupić jakieś poszewki na małe poduszki.. :)
Wreszcie mam szafę z lustrami.. Zawsze taką chciałam mieć. Oprócz tego, że wkońcu można się gdzieś w całości przeglądnąć to niesamowicie rozjaśnia i powiększa optycznie pokój.
W środku szafy nie pokażę, ponieważ porządku to tam jeszcze nie ma :)
Zależy mi na tym, żeby ten pokój był bardzo przejrzysty, żeby nie było tam za przeproszeniem nasrane wszystkich możliwych rzeczy. Czeka mnie teraz wyszukiwanie dodatków do niego, żeby trochę go ocieplić.
Póki co parapet zdobią:
To by było na tyle ze zdradzania tajemnic :) Ciekawa jestem Waszego zdania.
------
Wczoraj będąc w sklepie natrafiłam na bardzo fajne ciasteczka na wagę. Mamy z Julcią zamiar upiec podobne i jestem bardzo ciekawa co nam z tego wyjdzie.
niedziela, 13 maja 2012
Rimmel Ty draniu!
Kultowy podkład Rimmel Wake me up mający wielką reklamę.. Mimo początkowego zachwytu, rozczarował mnie na całego..
Pamiętacie może historię Pauli z bloga http://za-wysoko.blogspot.com dot. podkładu Rimmel?
Nie? Ja nie zapomniałam..
http://za-wysoko.blogspot.com/2012/02/o-tym-jak-kupiam-bubla.html
http://za-wysoko.blogspot.com/2012/02/o-sprawie-z-podkadem-ciag-dalszy.html
Zdaję sobie sprawę z tego, że moje pieniądze, za które kupiłabym ten podkład to kropla w morzu dla firmy Rimmel, ale postanowiłam, że po takiej sytuacji jaką miała Paula nie mam zamiaru przykładać ani grosza dla firmy, która tak traktuje klientki.
Od tak.. dla zasady.. mnie ten podkład oczywiście nie zbawi i potrafię się bez niego obejść.
Nie mniej jednak byłam bardzo go ciekawa, zwłaszcza, że przetestowałam próbkę. Dlatego kiedy pojawiła mi się możliwość wymiany za ten podkład zgodziłam się.
PIERWSZE WRAŻENIA...
Przypadła mi do gustu fajna konsystencja tego podkładu. Odcień też był bardzo zbliżony do mojego naturalnego.
Efekt również bardzo mi się spodobał. Podkład jest lekki, cera była rozświetlona. Bardzo fajnie mi się go używało i zdecydowanie był moim ulubieńcem.
Po jakimś czasie stan mojej cery zaczął się pogarszać. Dziwiłam się dlaczego tak się dzieje.. No, ale myślałam, że może to przez okres/zmiena pogody/temperatury/czekolada itd.
Dziwiłam się tym bardziej, ponieważ od stycznia tego roku intensywnie doprowadzałam moją suchą wrażliwą cerę do normalności. Nawilżałam, odżywiałam, na prawde się przyłożyłam i osiągnęłam świetny efekt. Cera była bardzo ładna.. Bardzo..!
Dopiero po przeczytaniu posta http://zjemtowszystko.blogspot.com/2012/04/rimmel-wake-me-up-stan-cery-moje.html zaczęło mi coś w głowie świtać..
No cóż.. nigdy nie miałam problemów z tym, że jakiś produkt kosmetyczny mnie zapchał, czy uczulił, czy coś zrobił złego. Jedynie niektóre mnie wysuszały.
A podkład Rimmel po jakimś czasie używania go ufundował mi:
- suche skórki
- przesuszoną cerę
- pryszcze! Podskórne gule, które nie chcą zniknąć, baaa które nawet nie dają się wycisnąć (wiem wiem, że nie wolno). Siedzą sobie na mojej twarzy i straszą.
TRAGEDIA!
I jak już mi się tak cera pogorszyła to niestety, ale podkład nie daje już takiego ładnego efektu jak na początku..
-----------------------------
Ostatnimi czasy jestem bardzo zmęczona, rozkojarzona i mogę formuować zawiłe zdania bez ładu i składu i nie do końca zrozumiałe. Wybaczcie jeśli jestem trochę ostatnio chaotyczna.
Pamiętacie może historię Pauli z bloga http://za-wysoko.blogspot.com dot. podkładu Rimmel?
Nie? Ja nie zapomniałam..
http://za-wysoko.blogspot.com/2012/02/o-tym-jak-kupiam-bubla.html
http://za-wysoko.blogspot.com/2012/02/o-sprawie-z-podkadem-ciag-dalszy.html
Zdaję sobie sprawę z tego, że moje pieniądze, za które kupiłabym ten podkład to kropla w morzu dla firmy Rimmel, ale postanowiłam, że po takiej sytuacji jaką miała Paula nie mam zamiaru przykładać ani grosza dla firmy, która tak traktuje klientki.
Od tak.. dla zasady.. mnie ten podkład oczywiście nie zbawi i potrafię się bez niego obejść.
Nie mniej jednak byłam bardzo go ciekawa, zwłaszcza, że przetestowałam próbkę. Dlatego kiedy pojawiła mi się możliwość wymiany za ten podkład zgodziłam się.
PIERWSZE WRAŻENIA...
Przypadła mi do gustu fajna konsystencja tego podkładu. Odcień też był bardzo zbliżony do mojego naturalnego.
Efekt również bardzo mi się spodobał. Podkład jest lekki, cera była rozświetlona. Bardzo fajnie mi się go używało i zdecydowanie był moim ulubieńcem.
Po jakimś czasie stan mojej cery zaczął się pogarszać. Dziwiłam się dlaczego tak się dzieje.. No, ale myślałam, że może to przez okres/zmiena pogody/temperatury/czekolada itd.
Dziwiłam się tym bardziej, ponieważ od stycznia tego roku intensywnie doprowadzałam moją suchą wrażliwą cerę do normalności. Nawilżałam, odżywiałam, na prawde się przyłożyłam i osiągnęłam świetny efekt. Cera była bardzo ładna.. Bardzo..!
Dopiero po przeczytaniu posta http://zjemtowszystko.blogspot.com/2012/04/rimmel-wake-me-up-stan-cery-moje.html zaczęło mi coś w głowie świtać..
No cóż.. nigdy nie miałam problemów z tym, że jakiś produkt kosmetyczny mnie zapchał, czy uczulił, czy coś zrobił złego. Jedynie niektóre mnie wysuszały.
A podkład Rimmel po jakimś czasie używania go ufundował mi:
- suche skórki
- przesuszoną cerę
- pryszcze! Podskórne gule, które nie chcą zniknąć, baaa które nawet nie dają się wycisnąć (wiem wiem, że nie wolno). Siedzą sobie na mojej twarzy i straszą.
TRAGEDIA!
I jak już mi się tak cera pogorszyła to niestety, ale podkład nie daje już takiego ładnego efektu jak na początku..
Rimmel, Ty draniu!
-----------------------------
Ostatnimi czasy jestem bardzo zmęczona, rozkojarzona i mogę formuować zawiłe zdania bez ładu i składu i nie do końca zrozumiałe. Wybaczcie jeśli jestem trochę ostatnio chaotyczna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)