sobota, 25 lutego 2017

BYE BYE FEBRUARY!!!


Odnoszę wrażenie, że styczeń i luty to pasmo niekończących się problemów i nieszczęść. Szczególnie luty dał nam mocno po tyłku zwłaszcza przez jakąś "jelitówkę", która nas dopadła. Chyba każda matka mi przyzna, że choroba dziecka (u mnie dwójki) to coś okropnego. Ciągły strach, stres, nerwy, nieprzespane noce bardzo się na nas odbijają. Jednak, jak cofnę się pamięcią do zeszłego roku to w tym okresie byłam z Julią w szpitalu, więc suma sumarum nie jest źle :) Dziewczynki wyszły z tego, ale na dobitkę ja się pochorowałam. A wiecie, jestem osobą, która nie kładzie się do łóżka będąc chora. Nie ma znaczenia czy mam siłę czy nie, czy jestem zmęczona, muszę swoje zrobić. Niestety wymiotując i mając biegunkę (o matko!) powaliło mnie na całego. 
W grudniu Julia na akrobatyce źle skoczyła i miała nogę w szynie. Styczeń w większości upłynął nam pod znakiem choroby (jakaś normalnie epidemia! Na 21 osób w klasie, obecnych 5)- także mam nadzieję, że przynajmniej na najbliższy czas wykorzystałyśmy limit problemów zdrowotnych i zrobi się spokojniej :)
Przepraszam Was za wszelkie zaległości na blogu. Muszę też przyznać, że w tym miesiącu zrobiłam bardzo mało zdjęć i mam masę zaległości ze wszystkim.


W tym miesiącu dostałam apetyczną, walentynkową przesyłkę od Farmony. Jak zwykle wszystkie produkty pięknie pachną. To właśnie za zapach i działanie najbardziej lubię kosmetyki tej firmy. Migdałowy peeling do mycia ciała- ahhh dziewczyny żebyście mogły go poczuć. Sama słodycz migdałów i trufli! Kokosowy krem do rąk i paznokci w mini wersji znalazł miejsce w mojej torebce. Żel do mycia ciała oraz olejek do masażu dla dwojga to dla mnie nowość. Bardzo fajny pomysł na Walentynki :)




Zdecydowanie jestem wielką fanką kawy. Uwielbiam jej zamach! Zawsze przed zmieleniem wącham piękny aromat ziaren kawy. Bardzo lubię też ten składnik w kosmetykach. Peeling kawowy towarzyszy mi już od wielu lat. Tym razem przetestuję naturalny peeling kawowy od Efektimy. Jest to kawa z dodatkiem oleju migdałowego, soli z Morza Martwego, witaminy E, masła shea, oleju makadamia oraz oleju kokosowego. Brzmi cudownie! Myślę, że się bardzo polubimy.
Drugim produktem, który dostałam od Efektimy jest serum antycellulitowe. Jakby nie było lada moment marzec, wiosna. Pasowałoby wreszcie zacząć przygotowywać skórę do lata (i ciało!). Mam nadzieję, że w tym roku zdążę :P Serum ma fajne opakowanie z pompką, lekką konsystencję i cudowny zapach, który kojarzy mi się ze słońcem i latem. Z przyjemnością zużyję do ostatniej kropli.





Na koniec coś dla mnie, ode mnie ;) Eh to głupie, ale nic mnie tak nie mobilizuje do nauki, jak nowe, ładne akcesoria biurowe ;) Ale same przyznajcie, czy można się oprzeć tym ołówkom i notesie, zwłaszcza, że był na promocji. Nie da rady! Mam tylko nadzieję, że wreszcie zrobi się spokojniej, abym mogła zacząć je użytkować. 



Czy u Was rano też był ŚNIEG??!! Skończyłaby się już ta zima. Czekam z wielkim utęsknieniem na wiosnę.

Buziaki :*

środa, 8 lutego 2017

MÓJ SPOSÓB NA ZBYT ŻÓŁTY ODCIEŃ BLONDU, ZA CIEMNY ODROST PO FARBOWANIU NA BLOND- JOANNA MULTI BLOND REFLEX (ROZJAŚNIACZ W SPRAYU), JOANNA ULTRA COLOR SYSTEM (SZAMPON)



Farbujesz włosy na blond? Wyszedł Ci kiedyś zbyt żółty albo za ciemny odcień? Po pewnym czasie od aplikacji farby Twoje włosy tracą kolor i tym samym swoje piękno? A może dopiero zmierzasz do upragnionego blondu i przechodzisz przez różne odcienie żółtego? Chyba każdej posiadaczce jasnych, farbowanych włosów nie jest to obce :) Dzisiaj więc będzie post o dwóch produktach, którymi się asekuruję od lat. 



JOANNA, MULTI BLOND REFLEX

Rozjaśniacz w sprayu, służący do nadawania jasnym włosom efektu naturalnego, ciepłego, rozświetlającego słonecznego balejażu. Dzięki temu preparatowi możesz ozdabiać fryzurę złotawymi refleksami letniego słońca przez cały rok. Efekt zależy od wyjściowego koloru i odcienia włosów oraz ich naturalnej podatności na rozjaśnianie. To nie jest dekoloryzator - kosmetyk służy do delikatnego rozświetlenia włosów nieregularnymi, złocistymi i ciepłymi w odcieniu pasemkami, imitującymi słoneczne refleksy, nie do radykalnej zmiany koloru. Rozjaśniacz zawiera ekstrakt z rumianku i składniki odżywcze. Wyciąg z rumianku polecany jest szczególnie do pielęgnacji włosów blond. Po użyciu kosmetyku włosy pozostaną miękkie.


Próbuję na moment cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie, w którym roku zaczęłam schodzić z brązu na blond (zawsze byłam posiadaczką dłuższych blond włosów, ale któregoś dnia strzelił mi pomysł do głowy aby je ściąć na boba i przyciemnić :P). O ile mnie pamięć nie myli było to w 2011 roku, a już wcześniej znałam ten rozjaśniacz w sprayu. Także nie zliczę ile buteleczek przewinęło się przez moje ręce. 



Początkowo służył mi tylko w celu dodania włosom refleksów, takiego słonecznego efektu. Później pomagał w przyspieszeniu dojścia do upragnionego koloru, a kiedy już to zrealizowałam używam go wtedy, gdy odcień moich włosów jest zbyt ciemny, zbyt żółty albo stracił swój kolor. Powodów tego może być mnóstwo, chociażby zwykła zima, podczas której jest mało słońca i włosy robią się hmm matowe. Albo w momencie, kiedy za krótko trzymam farbę lub posiadam duży odrost. Robi mi się wtedy za ciemno wokół twarzy i potrzebuję rozświetlenia. 
Tak samo, jak nakładam farbę tak aplikuję rozjaśniacz. Czyli zaczynam od dołu (na odrost), oddzielając grzebykiem dane partie. Później wszystkie włosy rozczesuję aby było odpowiednie przejście koloru. Jeśli mam czas to przez chwilę podsuszam je suszarką, związuję w warkocz i idę spać. Następnego dnia myję włosy. 

Poprzednia wersja rozjaśniacza (opakowanie z niebieskim akcentem) zawierała m.in kwas salicylowy (Multi Blond Reflex został go pozbawiony) i z tego co pamiętam producent zalecał aplikację produktu na włosy i wyjście na słońce lub właśnie użycie suszarki. 
Kosmetyk nie działa, jak farba czy typowy rozjaśniacz. Zdecydowanie daje dużo łagodniejszy efekt i aby był mocniejszy potrzebne są dodatkowe aplikacje. 
Lubię go za jego łagodność i delikatność dla włosów. Nie zauważyłam  aby powodował ich zniszczenie itp. Aplikator w formie sprayu to zdecydowanie jego ogromny plus. Jego zapach określiłabym jako znośny :) Z efektu, jaki daje jestem zadowolona, ale czytałam opinie, że daje żółty efekt- także trzeba wypróbować go na sobie. U mnie nie ma efektu żółtka. 





JOANNA, ULTRA COLOR SYSTEM- SZAMPON DO WŁOSÓW BLOND, ROZJAŚNIANYCH, SIWYCH

Szampon do systematycznego stosowania. Nadaje platynowy odcień, eliminuje żółtawy odcień włosów. Zawiera składniki działające ochronnie i wzmacniająco na włosy. Formułę wzbogacono o specjalny system koloryzacji, dzięki czemu już po dwukrotnym zastosowaniu włosy zyskują blask i wymarzony odcień. Włosy dobrze się rozczesują, są miłe w dotyku.


Produkt posiada niebieski/granatowy kolor i ma za zadanie ochłodzić kolor włosów. W skład linii wchodzi jeszcze odżywka oraz płukanka. Ostatniej pozycji nie próbowałam, natomiast przez jakiś czas używałam odżywki. Doszłam jednak do wniosku, że wolę szampon, ponieważ fajnie oczyszcza moje włosy, nie powodując przy tym wysuszenia, podrażnienia czy obciążenia, a odżywki zdecydowanie wolę, kiedy są typowo pielęgnacyjne. 
Produkt dobrze się aplikuje oraz pieni. Po zmyciu należy zwrócić uwagę, czy nie ma się pobrudzonego na niebiesko czoła, ucha, karku itd :) Czasami myję nim tylko włosy przy skórze, czasami również na te na długości- w zależności czego potrzebuję. W przypadku, kiedy mamy już odrost trzeba uważać, aby nie przetrzymać zbyt długo produkt na włosach na długości, które jak wiadomo są jaśniejsze, bo wówczas mogą chwycić na niebiesko. 
Sięgam po niego najczęściej wtedy, gdy jestem przed farbowaniem włosów i potrzebują one rozświetlenia. Dobrze się sprawdza, kiedy wyszedł nam zbyt ciemny albo za bardzo ciepły odcień blondu. Świetnie ochładza kolor, ale nie robi tego na stałe. Zazwyczaj używam go dwa razy pod rząd i można powiedzieć, że na jakiś czas jestem zadowolona, po czym po jakimś czasie powtarzam ten "proces". 



Piszcie w komentarzu czy znacie te produkty lub używacie podobnych kosmetyków :)


sobota, 4 lutego 2017

MASŁO SHEA W ZIMOWEJ PIELĘGNACJI TWARZY I CIAŁA

MASŁO SHEA to kolejny bardzo dobry, wielofunkcyjny i przede wszystkim naturalny produkt, który na stałe zagościł w naszym domu. Jednak musiało minąć trochę czasu zanim odkryłam jego świetne właściwości i mnogość zastosowań. Szczerze mówiąc pierwsze opakowanie z zużyciem 1/3 przeleżało na dnie kosmetycznej półki do czasu porządków, kiedy to musiałam je wyrzucić, ponieważ się przeterminowało. To było jeszcze przed szałem na olejowanie włosów. Trudno mi w to teraz uwierzyć, ale kiedyś długo nie mogłam się przekonać do różnych olejków, olejów. Absurdalny wydawał mi się fakt, że mam je nałożyć zwłaszcza na włosy. Jak dobrze, że postanowiłam zaryzykować i przekonałam się, jakie wspaniałe efekty dają. Cały czas uważam, że to głównie dzięki olejowaniu moje włosy są w tak dobrej kondycji (trwała na blond włosach (!), rozjaśnianie, farbowanie, prostowanie- były, jak guma, a udało się je odratować).



Zimą MASŁO SHEA to must have w pielęgnacji mojej twarzy, ciała, włosów. Ponadto z powodzeniem stosuję je u córki, która ma Atopowe Zapalenie Skóry (jeżeli drogeryjne kosmetyki zawiodły, tak jak to u nas miało miejsce poczytajcie o naturalnych sposobach pielęgnacji skóry atopowej: https://www.mojealergie.pl/naturalne-sposoby-pielegnacji-skory-atopowej/).


MOJE ZASTOSOWANIA MASŁA SHEA
  • pielęgnacja ciała
  • pielęgnacja skór dzieci (ciało, odparzenia, AZS)
  • ochrona skóry przed wiatrem, mrozem
  • balsam do ust
  • krem pod oczy
  • dodatek do kremów, balsamów, odżywek
  • pielęgnacja włosów



Masło w porównaniu do naszego ulubionego oleju kokosowego ma bardziej treściwszą konsystencję. Twarda, zbita, grudkowata, toporna. W temperaturze pokojowej jest pod stałą postacią. Pod wpływem ciepła topi się, ale nie jest wówczas taka lejąca i śliska, jak w przypadku oleju kokosowego. Przez to nie lubię nim smarować całego ciała. Zdecydowanie preferuję aplikować je na dane partie. 

Moje dziewczynki zawsze były nim smarowane przed wyjściem na dwór zimą. Nie mam pojęcia tylko dlaczego zawsze się przed tym wzbraniały ;) Chyba nie ma dziecka, które lubi smarowanie. Produkt świetnie chroni przed wiatrem i mrozem delikatną skórę dzieci.

Masło pomogło mi na moje spierzchnięte usta (przełożyłam trochę do słoiczka na próbki), jak również wysuszone noski podczas choroby córek. Jest świetnym dodatkiem do kremów, balsamów, odżywek do włosów. Lubię stosować je w małej ilości pod oczy, wcieram je w paznokcie. 




Co jakiś czas, po kąpieli smaruję suche partie ciała masłem, aplikuję je pod oczy, nakładam na włosy, a na koniec na stopy. Jednym produktem mogę się praktycznie cała wysmarować. Uwielbiam jego nawilżające, natłuszczające i odżywcze działanie. Świetnie radzi sobie z suchością skóry, pielęgnuje moje włosy. Nałożony na stopy na noc pełni rolę maseczki- rano w dotyku są gładkie i miękkie. 
Z powodzeniem stosuję je w połączeniu z innymi kosmetykami. Przydatne jest zwłaszcza wtedy, kiedy dany produkt okazał się za słaby. Masło wzmocni jego działanie.

W przypadku Zosi, która ma AZS skóry za radą lekarza przez 2-3 dni smaruję ją masłem (lub olejem), a następie "atakuję" skórę emolientami- polecam wypróbować tą metodę, szczególnie wtedy kiedy pojawia się problem z utrzymaniem odpowiedniego nawilżenia skóry. Ponadto masło może być stosowane przy odparzeniach.
Notabene ponoć dobre jest do smarowania kanapek i smażenia, jednak tego jeszcze nie próbowałam :) Natomiast olej kokosowy z powodzeniem stosuję w kuchni.



Znacie masło shea? Lubicie je? Ja bardzo, ale gdybym miała wybierać to chyba jednak olej kokosowy jest bardziej przeze mnie lubiany.

wtorek, 31 stycznia 2017

PODKŁAD CATRICE HD LIQUID COVERAGE FOUNDATION 010- recenzja, swatch, efekt, jak sprawdził się na suchej cerze.



Dawno nie było tak głośno w blogosferze o jakimś podkładzie, tak jak to ostatnio miało miejsce z CATRICE HD LIQUID COVERAGE. Co chwilę spotykałam się z pozytywną recenzją i byłam bardzo zaciekawiona tym produktem. Mimo, że już mam ulubieńców z tej kategorii  to nie mogłam przejść obojętnie obok kosmetyku, który dostaje tak wysokie oceny. Oczywiście spotkanie go w drogerii graniczyło z cudem, ale udało się całkiem przypadkiem. Bezpośrednio po pierwszej aplikacji pomyślałam: "Oczywiście, to co sprawdza się u wszystkich, nie zdaje egzaminu u mnie", ale to co się działo później bardzo mnie zaskoczyło.





CATRICE HD LIQUID COVERAGE FOUNDATION (PŁYNNY PODKŁAD)

Druga Skóra. Podkład HD Liquid Coverage to wygładzona cera z efektem “high definition”. Wyjątkowo lekka formuła, którą aplikuje się pipetą, oferuje wysokie krycie i utrzymuje się na skórze do 24 godzin. Cera wygląda nieskazitelnie, a przy tym naturalnie, podkładu nie czuć na skórze. Skóra jest gotowa na światła jupiterów i bycie w centrum kamery!

Pojemność: 30 ml
Cena: ok 30 zł
Termin ważności: 12 mcy od otwarcia



Podkład zamknięty w szklanej, dość ciężkiej buteleczce z pipetką, która swoją drogą bardzo mi się podoba. Sama idea aplikatora nawet mi się podoba, ale odnoszę wrażenie, że będzie stanowić problem, kiedy produkt zacznie się kończyć.

Obawiałam się, jaki podkład da efekt na mojej suchej skórze, ponieważ  kierowany jest dla posiadaczek cer mieszanych oraz tłustych. Nie byłam przekonana co do jego płynnej konsystencji, ponieważ zazwyczaj takie się u mnie nie sprawdzają. 
Nakładam go przy użycia pędzla typu flat top. Trzeba to robić sprawnie, ponieważ produkt dość szybko zastyga. Podczas pierwszej aplikacji byłam nieco przerażona efektem. Skóra wyglądała hmm sucho. Czułam uczucie ściągnięcia, zbyt dużego zmatowienia. Wolę bardziej nawilżający, mokry efekt, a tutaj był dosłownie płaski mat. Postanowiłam jednak trochę go "ponosić" i zajęłam się swoimi sprawami. Około godziny 14 wyskoczyłam do sklepu. Akurat poszłam przymierzać sukienkę, popatrzyłam w lusterko, a moja twarz wygląda jak... po Photoshopie! Nieskazitelna, ale bez efektu maski. Wspaniałe krycie, wyrównanie kolorytu, a jednocześnie cera wyglądała naturalnie, zdrowo i promiennie. Dosłownie aż mnie zamurowało! Nie spodziewałam się tak ładnego widoku w lustrze (:P). 


Posiadam najjaśniejszy odcień- 010, który niestety nie nada się dla posiadaczek bladych cer. W sklepie wahałam się czy nie wziąć wyższego numerka. Oczywiście nie było testerów, ale sprzedawczyni zasugerowała mi aby brać jaśniejszy, bo lubi ciemnieć na twarzy (ani razu u siebie tego nie zauważyłam). Jego kolejnym plusem jest bardzo dobra trwałość. Zdecydowanie jest to podkład, który wiele przetrwa. Idealny na jakieś wyjście, imprezę, wesele.

Wszystko byłoby pięknie, ale miłości między nami nie będzie. Najzwyczajniej w świecie postanowił wysuszać moją cerę. Także nie jest to dla mnie podkład, którego mogłabym nakładać każdego dnia. Szkoda, bo śliczny daje efekt. Poniższe zdjęcie robiłam, kiedy produkt był jeszcze w nazwijmy to fazie przechodzenia w odpowiedni efekt. Przepraszam za korektor w zmarszczkach :) akurat testowałam nowy produkt.



Testowałyście podkład Catrice HD?  Jakie jest Wasze zdanie na jego temat?

piątek, 27 stycznia 2017

FARMONA DERMISS, pielęgnacja twarzy w 5 krokach na wzór azjatyckiej pielęgnacji.




FARMONA korzystając ze swojego wieloletniego doświadczenia, zainspirowana rytualną AZJATYCKĄ KONCEPCJĄ PIELĘGNACJI stworzyła własny program prawidłowego dbania o piękno skóry. Kosmetyki z linii DERMISS to pielęgnacja w 5 krokach. Z wielką ciekawością w październiku rozpoczęłam testy kosmetyków Dermiss. Akurat byłam na etapie zagłębiania się w wiedzę o Sekretach Urody Koreanek. Teraz, z perspektywy czasu wiem, że to był wstęp do mojej azjatyckiej pielęgnacji twarzy, którą pokochała moja cera  :) Z każdym dniem, tygodniem stawała się bardziej promienna, nawilżona i odżywioną.





CO OZNACZAJĄ CYFRY NA OPAKOWANIU
Zgodnie z koncepcją pielęgnacji zsynchronizowanej z naturalnym rytmem organizmu opracowaliśmy profesjonalny, kompleksowy program dbania o skórę, który uwidoczni Twoje piękno. Krok po kroku przeprowadzi Cię przez kolejne etapy pielęgnacji ułatwiając aplikację preparatów w odpowiedniej kolejności.


DERMISS, PROGRAM PIELĘGNACJI TWARZY:

Krok 0’1 DEMAKIJAŻ I OCZYSZCZANIE
0'1 NUTRI CLEANSING kremowy olejek do demakijażu
Pierwszym krokiem skutecznej pielęgnacji skóry jest jej dokładny demakijaż i oczyszczenie. Zajmuje kilka minut, ale wykonany prawidłowo przynosi efekt czystej i pełnej blasku skóry.
Jego zadaniem jest usunięcie makijażu, sebum i zanieczyszczeń, które nagromadziły się na skórze przez cały dzień, a także przygotowanie jej na działanie kolejno aplikowanych preparatów.

Krok 0’2 TONIZACJA I ODŚWIEŻENIE
0’2 IDEAL BALANCER nawilżający płyn micelarny do twarzy i oczu
Drugim krokiem perfekcyjnej pielęgnacji i zarazem wstępem do dalszych jej etapów jest przywrócenie skórze prawidłowego pH. Mycie skóry wodą znacząco wpływa na pogorszenie funkcji ochronnych i wysuszenie skóry, dlatego tak istotne jest stosowanie preparatów, które przywracają jej prawidłowy odczyn. Idealnym rozwiązaniem jest nasz preparat o multifunkcyjnym działaniu – nawilżający płyn micelarny do skóry twarzy i oczu. Jego łagodna formuła oparta została na micelach, które niczym magnez przyciągają zanieczyszczenia, gwarantując delikatne, ale skuteczne oczyszczenie. Zapewnia natychmiastowe nawilżenie i ukojenie, sprawia, że skóra jest czysta, odświeżona i gotowa na zastosowanie dalszych kosmetyków pielęgnacyjnych.

Krok 0’3 EKSFOLIACJA
0’3 SOFT EXFOLIATION progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym
Twoja skóra jest już czysta i świeża, ale pamiętaj że regularnie potrzebuje głębszego oczyszczenia. Stymulując proces złuszczania i regularnie usuwając martwe komórki naskórka, pozwalamy skórze zachować młodszy i zdrowszy wygląd. Skoncentrowana formuła progresywnego żelu złuszczającego delikatnie, a zarazem niezwykle skutecznie złuszcza martwe komórki naskórka i już w zaledwie kilka minut wyraźnie poprawia wygląd skóry. Stężenie kwasów i pH preparatu zapewniają efektywne działanie, a żelowa konsystencja gwarantuje bezpieczną i wygodną aplikację. Formuła preparatu została oparta na skutecznych, wzajemnie uzupełniających się hydroksykwasach, które już w zaledwie kilka minut wyraźnie poprawiają wygląd Twojej skóry.

Krok 0’4 PIELĘGNACJA DZIENNA
0’4 ACTIVE REVOLU-C odbudowujący krem z witaminą C
Jeżeli po przebudzeniu Twoja skóra została już odświeżona i stonizowana, to pamiętaj o tym aby przygotować ją na cały dzień. W ciągu dnia nasza skóra narażona jest na szkodliwe działanie środowiska – zmiany temperatury, promieniowanie UV, wiatr. Jeżeli zauważasz, że Twoja skóra jest cienka, traci jędrność i blask, a na jej powierzchni pojawiają się przebarwienia, to ten krem jest idealny dla Ciebie. Sprawia, że już od momentu aplikacji twarz będzie wyglądała na promienną i pełną blasku.

Krok 0’5 PIELĘGNACJA ZAAWANSOWANA
0’5 VITAMIN BOOSTER restrukturyzująca kuracja z witaminą C
Twoja skóra codziennie dzielnie odpiera atak bodźców płynących do niej z zewnątrz, które znacząco wpływają na jej wygląd i kondycję. Dlatego aby wzmocni i zintensyfikować codzienną pielęgnacje warto dostarczyć skórze dodatkowej dawki skoncentrowanych składników aktywnych. Jeżeli zauważasz widoczne skutki upływającego czasu – zmarszczki, utratę jędrności i elastyczności, przebarwienia, a cera stała się szara i pozbawiona blasku to nasza restrukturyzująca kuracja z witaminą C idealnie odpowiada na potrzeby Twojej skóry.




Z kremowego olejku do demakijażu byłam bardzo zadowolona. To po nim zamiast standardowych żeli zaczęłam używać różnych olejów do mycia i zauważyłam, że bardzo służą kondycji mojej cery. Olejek Dermiss jest wygodny w użyciu dzięki dozowniku z pompką. Jego konsystencja to jakby połączenie olejku z żelem (dobrze zmywa się wodą, nie pozostawiając tłustej warstwy). W kontakcie z wodą czuję na twarzy ciepło. Bezproblemowo aplikuje się na twarz i myje. Idealny, jako wstęp do oczyszczania. Nie powoduje efektu zamglonych oczu, nie podrażnia, nie wysusza. Nie zawiera parafiny. Skóra po nim jest delikatnie nawilżona.
Kolejnym krokiem jest zastosowanie nawilżającego płynu micelarnego, który wspaniale pachnie i również ma aplikator w formie pompki. Posiada wodnistą konsystencje. Byłam zadowolona z jego działania, ale bardzo się do niego zniechęciłam. Powód? Strasznie szczypał mnie w oczy :( i niestety nie było to do przeskoczenia. Każde przemywanie kończyło się łzawieniem i zaczerwienieniem. Owszem mogłabym go używać pomijając te partie, ale wówczas musiałabym sięgnąć po inny preparat, który domyje cienie i tusz do rzęs. Jednak wolałam sięgnąć po jeden produkt, zamiast dwóch.




Na tym etapie w linii kosmetyków Dermiss zabrakło mi toniku. Ja wiem, że płyny micelarne to takie 2w1, jednak sama, na własnej skórze odczułam, że mimo wszystko tonik to dla mnie pozycja obowiązkowa. 

Progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym ma za zadanie usunąć martwe komórki naskórka, dogłębnie oczyścić i odblokować pory, odświeżyć skórę, wygładzić i wyrównać jej koloryt oraz zwiększyć absorpcję składników aktywnych z kolejno aplikowanych preparatów. Czyli to kosmetyk na wzór peelingu enzymatycznego. Należy nałożyć go na oczyszczoną buzię na około 5 minut. Następnie usunąć za pomocą chusteczki lub suchego wacika i pozostałości zmyć wodą. Nie należy stosować go rano. Ma żelową formułę, która dobrze się nakłada. Obawiałam się efektu pieczenia i szczypania, jednak nic takiego nie miało miejsca. Natomiast po zmyciu skóra była lekko zaczerwieniona i pojawiło się uczucie ściągnięcia. Jedna aplikacja kremu nie zaspokoiła potrzeb mojej skóry. Żel przetestowałam kilka razy, ale wolę ran na czas delikatny peeling mechaniczny.

Odbudowujący krem z witaminą C to zdecydowanie mój ulubieniec z tej serii. Zamknięty w pięknym, czarnym, minimalistycznym opakowaniu. Posiada średnio gęstą konsystencję w kierunku lekkiej. Przede wszystkim bardzo dobrze nawilża i odżywia skórę. Dobrze się aplikuje, nie mażąc, pozostawia skórę otuloną delikatnym filmem. Producent zaleca wykonywanie za jego pomocą delikatnego masażu.  Nadaje się zarówno na dzień pod makijaż, jak i na noc. Rano i wieczorem używałam ampułek z witaminą C.  Z tym, że nakładałam je przed kremem, a nie po jak zaleca producent. Wydaje mi się, że ową witaminę szczególnie lubi moja skóra. Ta kuracja to zastrzyk energii dla cery, która staje się promienna. Jedna ampułka wystarczyła na kilka użyć. Po jej otwarciu producent pisze aby najlepiej przechowywać ją w lodówce maksymalnie do 3 dni. Przyznam, że moja pierwsza ampułka stała normalnie w łazience i nie zauważyłam aby straciła na działaniu, zmieniła konsystencje czy spowodowała podrażnienia. Jednak aby mieć pewność, że produkt zachowa 100% swoich wartości lepiej pomaszerować do kuchni :) Jakby nie było, taki chłodny kosmetyk świetnie odpręża naszą skórę.


Stosujecie wieloetapową pielęgnację opartą na tej azjatyckiej?
Dajcie znać w komentarzu :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...