czwartek, 27 września 2012

Szminka czy błyszczyk? Szminka!

Szminka czy błyszczyk?
Szminka! Ewentualnie błyszczyk dający kolor.

Jasne kolory na ustach czy ciemne?
Jasne na sobie, ciemne na kimś.*

Perłowa szminka, satynowa czy matowa?
Obojętne ;)

*Bardzo mi się podobają intensywne kolory, ale niestety nie na moich ustach. Nie znajdziecie u mnie pomadki o ciemnym kolorze, chociaż.. chociaż.. jakaś by się tam znalazła zagrzebana, zapomniana, nie używana.

Nie przywiązuję większej wagi do podkreślania ust.  Jak mnie  najdzie ochota to nakładam szminkę. Zwykle jednak "wychodzę bez niczego" ;)



OD LEWEJ:
1. CATRICE, Ultimate Colour, 010 Be Natural
2. MANHATAN, X-Treme Last&Shine, 39 C
3. MISS SPORTY, 020
4. RIMMEL,  Lasting Finish, 206 Nude Pink

*nie miałam czasu podpisywać szminek na zdjęciach. Jednak w takiej samej kolejności są pokazywane na każdym zbiorczym zdjęciu, na swachach. 










1. CATRICE, Ultimate Colour, 010 Be Natural
Jest to typowy nudziak. Delikatny, naturalny kolor. Dobrze pokrywa usta, wydaje się być taka nawilżająca. Mam już ją chyba z rok.. :)
Ok 15zł










2. MANHATAN, X-Treme Last&Shine, 39 C
Jest to moja nowość, pokochałam od pierwszego użycia. Lubię jej kremową konsystencję oraz kolor, który wpada w pomarańcz (brzoskwinię)









3. MISS SPORTY, 020
Na testerze kolor wydawał się bardzo ładny. W rzeczywistości już taki nie jest. Zbyt intensywna perła na ustach- nie w moim typie ;)








4. RIMMEL,  Lasting Finish, 206 Nude Pink
Używam jej, potem rzucam w kąt, za jakiś czas do niej wracam. Kupuję ponownie. Czasami po prostu mnie na nią "najdzie ochota" ;)







Szminka czy błyszczyk? :)


*szukam pomadki w odcieniu pomarańcz wpadający w róż!!

środa, 26 września 2012

Siemie lniane na włosy i twarz- polecam!


Był boom na laminowanie włosów, a teraz chyba się zaczyna boom na siemie lniane ;)
Nie byłabym sobą gdybym nie wypróbowała.. ;) Zapraszam do kuchni..


Przyrządziłam  porcję, którą wykorzystałam jako:
odżywka na włosy
maseczka na twarz
żel lniany do stylizacji (na kiedy indziej)

Potrzebujemy:
Siemię lniane, 2 łyżki stołowe (kupisz np. w Tesco, ok 3zł)
2 szklanki wody





Do garnka wsypałam 2 łyżki stołowe siemienia lnianego .


Dodałam dwie szklanki wody.





Siemię należy gotować na małym ogniu przez ok 15-20 minut co jakiś czas mieszając. 





Mieszankę przez sitko przelewamy do miseczki.



Takim sposobem powstało nam 500ml żelu lnianego.., który bardzo przypomina kisiel :)






W białej miseczce miałam żel lniany jako odżywka na włosy, do drugiej przełożyłam nasionka plus 2 łyżki glutka (maseczka na twarz), a do szklanego słoiczka przelałam trochę mieszanki, którą schowałam do lodówki i wykorzystam następnym razem przy stylizacji włosów.







WŁOSY

Włosy umyłam odżywką i szamponem i nałożyłam na nie żel lniany z białej miski. 
Nie powiem, żeby to się jakoś świetnie nakładało, ale tragedii nie było. Bardziej wylewałam je na włosy niż nakładałam dłońmi. Następnie założyłam czepek, a na niego dwa ręczniki.
Trzymałam to na włosach ok 30-40min, po czym bardzo obficie spłukałam.

Efekt: miękkie, lekkie włosy, błyszczące, wygładzone, przyjemne w dotyku.  
Bardzo pozytywne zaskoczenie. 
Najbardziej zaskoczył mnie ten blask, ponieważ moje farbowane, blond włosy raczej się nie błyszczą :)








TWARZ

W mniejszej, szklanek miseczce miałam 2łyżki żelu lnianego z ziarenkami. Zastosowałam go jako maseczkę na twarz, ale aplikacja wyglądała bardziej jak masaż..
Nabrałam na dłonie trochę żelu i masowałam delikatnie nim twarz (żel i ziarenka "przyklejają" się do niej)- bardzo przyjemne uczucie relaksu, cera się odpręża, uspokaja. 
Po paru minutach wyczuwałam efekt napięcia skóry i powtarzałam masaż. 
Po zmyciu maseczki, twarz była jędrna, nawilżona, gładka.





PODSUMOWANIE

Lniana kuracja zachwyciła mnie bardziej niż laminowanie włosów. 
Po niej był faktycznie efekt WOW.  
Na następny dzień włosy nadal były miękkie w dotyku, jednak w moim przypadku i tak wymagały umycia. 

Polecam zainteresowanie się tym niepozornym produktem :)

O jego zastosowaniach pisała oczywiście Anwen (szampon do włosów, płukanka do włosów, maska do włosów, kąpiel, żel do włosów, maseczka do twarzy)

*zdaje się, że przepadłam kompletnie i stałam się włosomaniaczką.. A jeszcze chyba miesiąc temu pisałam jak bardzo nie lubię myć włosów, a muszę robić to codziennie :D



wtorek, 25 września 2012

Nieudana próba uzyskania efektu push up na włosach. Maseczka z drożdży, z kilkoma kroplami oleju laurowego na porost włosów.


Pod jednym z postów Anwen, nawiązała się dyskusja moja z moimi "włosowymi siostrami".  Jedna z nich napisała o drożdżach pomagających w uzyskaniu push up. Spróbowałam.. :)



Przepis nieco sobie urozmaiciłam o kilka kropel oleju laurowego, który ma działać na porost włosów.

Składniki:
Drożdże (pół opakowania)
2 krople oleju laurowego
Woda (może być hydrolat)

Miseczka
Szpatułka do mieszania (łyżeczka)





Ponieważ mieszankę nakładałam tylko na skórę głowy i włosy przy nasadzie, użyłam połowę drożdży.



Drożdże rozpuściłam w wodzie (nie nalewajcie jej dużo) i mieszałam aż do uzyskania konsystencji masy. Dodałam ok 2 krople oleju laurowego.






Mieszankę nałożyłam na mokre włosy przy nasadzie i skórę głowy. Nie ukrywam- śmierdziało to strasznie! :P Potrzymałam kilka minut, zmyłam wodą. Umyłam włosy odżywką i szamponem.


Efekt push up? BRAK :D No cóż.. można się było tego spodziewać ;) Może za krótko trzymałam? Trzeba poeksperymentować.

W każdym bądź razie moje włosy po drożdżach były bardzo miłe w dotyku, mięciutkie, gładkie. Dlatego mieszankę mam zamiar stosować raz w tygodniu, zwłaszcza ze względu na działanie oleju laurowego.



Macie jakieś sprawdzone metody na uzyskanie efektu push up na włosach?
Jak patrzę na zdjęcia Anny z bloga http://annaaaanna.blogspot.com (na którego niedawno trafiłam) to mnie skręca z zazdrości :P

Można się zakochać w tych włosach!


poniedziałek, 24 września 2012

Mariza- Ekstrakt z Róży, krem wzmacniający do cery naczynkowej.


MARIZA, EKSTRAKT Z RÓŻY, KREM WZMACNIAJĄCY

Krem o aksamitnej konsystencji przeznaczony do codziennej pielęgnacji cery naczynkowej. Zawiera naturalne składniki aktywne, dzięki którym wzmacnia i uelastycznia naczynka krwionośne zapobiegając ich kruchości i pękaniu. Usprawnia mikrocyrkulację krwi poprawiając ukrwienie i dotlenienie skóry. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia oraz odbudowuje naturalną barierę hydrolipidową naskórka, chroniąc go przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych i wolnych rodników. Intensywnie nawilża i ujędrnia skórę, spłyca istniejące zmarszczki oraz zapobiega powstawaniu nowych. Cera odzyskuje gładkość, zdrowy wygląd i koloryt.


Cena: 14,20
Pojemność: 50ml
Dostępność: u konsultantek marizaklub@gmail.com





OPAKOWANIE
Standardowy, klasyczny, plastikowy słoiczek- jak dla mnie plus, ponieważ wiem, ze nie płacę za opakowanie. Napisy się ścierają.



W środku opakowanie dodatkowo zabezpieczone.






KONSYSTENCJA/ZAPACH/APLIKACJA
Konsystencję określiłabym jako półtłustą. Krem jest lekki, świetnie się rozprowadza. Nie marze się, nie bieli, szybko się wchłania pozostawiając delikatny film na skórze.
Piękny, delikatny zapach róż.





MOJA OPINIA
Opinia miała być jak najbardziej pozytywna, ale kiedy dzisiaj zobaczyłam skład kremu- trochę zwątpiłam..

Skład: Aqua, Paraffinium liquidum, Cetearyl alcohol (and) Ceteareth-20, Streareth -18 (and) Stearyl alcohol, Cetearyl octanoate, Cetearyl alcohol, Propylene Glycol (and) Glyceryl Polymethacrylate, Glycerin, Cyclomethicone (and) Dimethicone Copolyol, Shea butter (Butyrospermum parkii), Jojoba (Bixus chinensis oil), Isopropyl myristate, Caprylic/Capric Triglyceride, Wheat (Triticum vulgare) germ oil, Sodium Polyacrylate, Rosa canina extracr, Ocyl methoxycinnamate (and) Butyl methoxydibenzoylmethane (and) PPG-26-Buteth -26 (and) PEG-40 Hydrogeneted Castor Oil (and) Ocyl Salicylate, PEg-8 (and) Tocopherol (and) Ascorbyl Palmitate (and) Ascorbic Acid (and) Citric Acid, Panthenol, Glinkgo biloba extract, Tocopheryl acetate, Ethylparaben, Imidazolidinyl Urea, Chlorhexidine digluconate, Parfum, Citronellol, Geraniol.

Nie jestem ekspertką jeśli chodzi o składy. Jednak wygooglowałam co nie co i no cóż.. nie brzmi to zachęcająco. 
Producent pisze, że krem zawiera składniki aktywne: ekstrakt z róży, ginkgo biloba, Olejek jojoba, Masło shea, Witamina E, D-pantenol. 

Nie mniej jednak krem bardzo przyjemnie mi się używało. Nie uczulił mnie, nie podrażnił. Nawilżenie było ok, choć w moim przypadku potrzebuję czegoś mocniejszego. Naczynka rzecz jasna nie zniknęły, nie pojawiły się nowe. 

Z tej serii jest jeszcze Mleczko do demakijażu oraz tonik bezalkoholowy:





*Produkt wybrałam sama do testów w ramach współpracy z dystrybutorem kosmetyków Mariza


Jeżeli jesteś zainteresowana zakupem kosmetyków tej firmy albo zostaniem konsultantką skontaktuj się  z  Panią Martą:





niedziela, 23 września 2012

Kalendarzowa jesień.. niekosmetycznie :)

Kalendarzowa jesień.. chyba jest już dzisiaj? :)
U mnie dzisiaj słoneczko świeci, a u Was?

Idąc ostatnio do urzędu, nie mogłam przejść obojętnie koło SH. Lubię takie nieplanowane wizyty, ponieważ zawsze wtedy z czymś wyjdę. Tym razem w moje ręce wpadły dwie rzeczy:






Pierwszym łupem jest sukienka z czarnym kołnierzykiem, która jest na mnie parę rozmiarów za duża, którą mam zamiar zwęzić i zastanawiam się, czy nie zrobić z niej bluzkę :)
Kosztowała ok 3zł.






Ciekawa jestem czy zgadniecie co jest moją drugą zdobyczą ;)







Na czwartkowym targu wypatrzyłam ładne podkolanówki za 1zł. Wzięłam 3 opakowania. W domu otworzyłam pierwsze i moim oczom ukazała się.. jedna podkolanówka :D a nie dwie jak to powinno być.. No cóż.. na szczęście pozostałe opakowania zawierały już po 2.









W sklepie chińskim kupiłam 2 pary kolczyków. Kosztowały ok 6-8zł




Lecę teraz rozpuścić drożdże i nałożyć je na skórę głowy i włosy przy nasadzie.. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...