piątek, 3 marca 2017

Dwa apetycznie pachnące kosmetyki: ISANA zimowy żel pod prysznic, FARMONA TUTTI FRUTTI masło do ciała karmel & cynamon


Lubicie apetycznie pachnące kosmetyki? Ja uwielbiam :) Z wielką przyjemnością ich używam, choć nauczyłam się aby w ich stosowaniu robić przerwę aby zapach się nie znudził. Tak więc dzisiaj post o dwóch słodkościach. 


ISANA- ZIMOWY ŻEL POD PRYSZNIC, ZMYSŁOWY ZAPACH WANILII I KARMELU
Zimowy żel pod prysznic delikatnie myje i pielęgnuje skórę. Wyselekcjonowane substancje myjące umożliwiają łagodną pielęgnację delikatnej, suchej skóry. Naturalny, zbliżony do skóry lipid chroni i pielęgnuje skórę. Zmysłowy zapach wanilii i karmelu uwiedzie zmysły, zapewniając chwile błogiego rozpieszczenia.

Pojemność: 300 ml
Cena: 3,99 zł


FARMONA TUTTI FRUTTI, MASŁO DO CIAŁA KARMEL & CYNAMON
Aksamitne masło do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych i przytulnym zapachu rozgrzanego karmelu i świeżo zmielonego cynamonu. Dzięki zawartości olejku cynamonowego i afrykańskiego masła Karite uzyskiwanego z owoców Masłosza, zwanego Drzewem Młodości, przywraca skórze aksamitną gładkość i miękkość. Otula ciało zniewalającym, ciepłym aromatem, pozostawia uczucie relaksu i odprężenia. Zawiera też ekstrakt z białej trufli - afrodyzjak, który pobudza zmysły, podnosi atrakcyjność fizyczną i budzi pożądanie.

Pojemność: 275 ml
Cena: 13 zł



Na zimowy żel pod prysznic ISANA trafiłam przypadkiem. Przyciągnęło mnie opakowanie oraz "zmysłowy zapach wanilii i karmelu". Pachnie bardzo  ładnie! Jest słodko oraz budyniowo. Według mnie nie jest to zapach wyłącznie przeznaczony na zimę. Mogłabym go używać przez cały rok :) Jeśli chodzi o właściwości produktu to żel sam w sobie najlepszy nie jest, ale złym też bym go nie nazwała. Robi co ma robić, czyli dobrze myje i oczyszcza skórę, ale właściwości pielęgnacyjnych jest pozbawiony. W moim przypadku konieczne jest użycie balsamu do ciała, ale ja i tak go zawsze nakładam więc nie narzekałam. Mimo wszystko byłam z niego zadowolona, głównie ze względu na przyjemny zapach. Trzeba mu przyznać, że ma ładne opakowanie, atrakcyjną niską cenę i jest wydajny. 


Moja ulubioną firmą, jeśli chodzi o słodkie zapachy jest oczywiście Farmona. Uwielbiam produkty tej firmy i praktycznie z każdego jestem zadowolona. Tym razem używałam na zmianę z balsamem Nivelazione, masła do ciała FARMONA KARMEL & CYNAMON- pachnie wprost obłędnie! Żałuję, że nie możecie go poczuć. Zresztą podobno wysmarowana nim pachnę, jak apetyczne ciasteczko :P Masło posiada ciekawą, puszystą konsystencję. Podobna jest do serka Bakuś :) Dobrze się aplikuje i rozprowadza. Zapach jest intensywny, korzenny. Utrzymuje się na ciele przez jakiś czas, natomiast moja koszulka i szlafrok cały czas nim pachną.
Używam go co drugi, trzeci dzień aby aromat mi się nie znudził. Jestem zadowolona z działania nawilżającego, choć znam w tej kwestii lepsze produkty. Dobrze się wchłania, nie pozostawia uczucia lepkości i tłustości. W połowie opakowania zauważyłam,  że lekko grzeje mnie z tyłu ud. Pewnie to za sprawą cynamonu. Dziwi mnie, że tego efektu nie było na początku, a może go nie zauważyłam? Nie jest to pieczenie, a delikatne ciepło. 
Posiada wygodne opakowanie i jest wydajne. 

Z wielką przyjemnością go stosowałam i z chęcią widziałabym u siebie żel do mycia lub płyn do kąpieli o tym zapachu :)


Zwykle o tej porze roku, jak już robi się troszkę cieplej bierze mnie na świeższe zapachy, a tym razem jest inaczej. Chodzą za mną perfumy Dior Addict- ale nie jestem pewna, czy ta słodkość "nie zabije" otoczenia oraz czy nie są męczące dla nosa? 

Dajcie znać, czy znacie te produkty oraz czy jesteście fankami słodkich zapachów.


środa, 1 marca 2017

AKTUALNA PIELĘGNACJA CERY



Post o aktualnej pielęgnacji cery był co prawda planowany na koniec stycznia więc słowo "aktualna", traktujcie z przymrużeniem oka :) Niektóre kosmetyki zużyłam już do samego końca. Tym razem trafiłam na wiele bardzo dobrych produktów, z których niesamowicie byłam zadowolona. Jestem pewna, że część z nich zostanie już ze mną na stałe.
Parę lat zajęło mi dojście do odpowiedniej pielęgnacji cery, która zawsze była sucha, wymagająca stałego, systematycznego nawilżania. Wydawało mi się, że cały sekret tkwi w znalezieniu idealnego kremu, który załatwi sprawę. Niestety w tym wszystkim zapomniałam, jak bardzo ważna jest ta cała otoczka (przygotowanie skóry do nawilżania).




OCZYSZCZANIE I MYCIE TWARZY

  • MOKOSH, GLINKA BIAŁA + olejek
  • RESIBO, OLEJEK DO DEMAKIJAŻU
  • ALLVERNE, HYPOALERGICZNY ŻEL MICELARNY DO MYCIA TWARZY I OCZU

Na temat glinki muszę koniecznie napisać osobny post. Już wcześniej miałam z nią do czynienia, ale nie byłam do niej do końca przekonana. Tym razem na nowo ją odkryłam i pokochałam za działanie oraz wielofunkcyjność. Przede wszystkim  świetnie się sprawdza do mycia twarzy w połączeniu z dowolnym olejkiem. Tworzy się wówczas pasta, która bardzo dobrze oczyszcza twarz oraz pozostawia na twarzy piękny, promienny efekt. To niesamowite, że już na tym etapie cera może wyglądać świetnie. Jednak, jak wiecie uwielbiam testować różne kosmetyki i od dłuższego czasu chodził za mną olejek do demakijażu Resibo, który zbiera masę pozytywnych opinii. Posiada ładny zapach i nie mam mu nic do zarzucenia- wszelkie obietnice producenta są zrealizowane. Nie dziwię się, że tak wiele osób go lubi, ale u mnie jednak wygrywa glinka+olejek.

Kolejnym krokiem jest użycie żelu do mycia twarzy. Zależało mi na tym aby kosmetyk był łagodny, delikatny, ale i skuteczny. Polubiłam żel micelarny do mycia twarzy i oczu ALLVERNE. Posiada opakowanie z pompką, ma dużą pojemność i piękny zapach. Jego działanie jest takie, jakie oczekiwałam. Jestem z niego zadowolona, ale przypuszczam, że dla wielu może okazać się zbyt łagodny. Pewnego dnia chciałam za jego pomocą umyć pędzel do podkładu- niestety na to był za słaby.






DEMAKIJAŻ I TONIZACJA 
  • BEBEAUTY, NAWILŻAJĄCY PŁYN MICERALARNY
  • IKAROV, WODA RÓŻANA

Micel z Biedronki już na stałe zagościł w mojej łazience. Nie zliczę ile opakowań zużyłam. Świetnie się nim domywa resztki makijażu. Jego ogromną zaletą jest niska cena.
Woda różana Ikarov już od jakiegoś czasu była na mojej kosmetycznej wish liście. Przed nią miałam wodę różaną Evree, z której bardzo byłam zadowolona. Produkt Evree ma dużo bardziej słodki zapach. Pachnie, jak prawdziwe ciasto różane mojej babci (takiego już się nigdzie nie dostanie). Jednak muszę przyznać, że nie dała mi takiego odświeżenia i poczucia ukojenia, jak poprzednia. Zużyłam ją też w błyskawicznym tempie i czuję lekki niedosyt.




SERUM, NAWILŻANIE, NATŁUSZCZANIE

  • AVA, AKTYWATOR MŁODOŚCI, KOENZYM Q10 Z WITAMINAMI
  • ALLVERNE, KREM INTENSYWNIE ŁAGODZĄCY PRZECIW ZMARSZCZKOM
  • KHADI, AJURWEDYJSKI OLEJEK DO TWARZY I CIAŁA Z RÓŻĄ
  • OLEJ KOKOSOWY
  • MASŁO SHEA

Opierając się na azjatyckiej pielęgnacji brakowało mi tzw esencji, którą nakłada się przed kremem. Poszukałam w internecie i zdecydowałam się na zakup serum Ava Witamina C z acerolą- strzał w 10. Byłam tak zadowolona, że mam zamiar wypróbować całą serię. Aktualnie zużyłam do ostatniej kropli Aktywator Młodości, Koenzym q10 z witaminami, który również skradł moje serce. Jego konsystencja jest odrobinę bardziej oleista (ale do oleju jeszcze daleko), posiada piękny zapach i świetne działanie. Bardzo dobrze przygotowuje skórę pod krem, wspomagając jego działanie. 
Jeśli chodzi o nawilżanie to już w styczniu zużyłam krem Allverne intensywnie  łagodzący przeciw zmarszczkom. Przy codziennym używaniu rano i wieczorem wystarczył mi na lekko ponad miesiąc. Posiada opakowanie z pompką. Takie rozwiązanie jest bardzo higieniczne. Z działania byłam usatysfakcjonowana. Krem lekki, nie za tłusty, nadający się po makijaż i nawilżający. Stosowałam go również na noc, ale tutaj zauważyłam,  że jednak przydałby mi się bardziej odżywczy, osobny produkt.
Dlatego też wspomagałam się ajurwedyjskim olejkiem Khadi,  olejem kokosowym czy masłem shea. Czasami używałam ich punktowo, np pod oczy, gdzie również nie miałam do tego osobnego kosmetyku, czy sporadycznie na całą twarz.  





MASECZKI


  • MOKOSH, GLINKA BIAŁA
  • BABCIA AGAFIA, WITAMINOWA MASECZKA DO TWARZY
  • BABCIA AGAFIA, MASECZKA Z JONAMI SREBRA

Na koniec maseczki, robione przynajmniej raz w tygodniu. Jakoś nigdy nie mogłam trafić na tego typu produkt, który spełniłby moje oczekiwania. Także wreszcie znalazłam maseczki, które są bardzo dobre. Oczywiście nie mogło zabraknąć mojej ukochanej białej glinki Mohosh, którą mieszałam z olejami, wodą różaną. Jednak jeśli chodzi o glinkę to i tak jest to mój nr 1 do mycia twarzy.
Witaminowa maseczka Babci Agafii zaskoczyła mnie swoim kolorem oraz zapachem- pachnie jak wiśniowy chupa chups! Bardzo smakowity produkt. Wyglądem przypomina dżem truskawkowy. Posiada drobinki  Po aplikacji odczuwam przyjemne ciepło (nie pieczenie). Trzeba przyznać,  że wielkich efektów po niej nie zauważyłam, ale mimo tego polubiłam jej bardzo za to,  że daje uczucie relaksu.
Maseczkę z jonami srebra uwielbiam. Bardzo uspokaja i koi moją cerę, dając porządną dawkę nawilżenia i odżywienia. Zauważyłam też,  że łagodzi wszelkie podrażnienia czy niespodzianki- bardzo mnie to pozytywnie zaskoczyło.
Koniecznie muszę wypróbować inne maseczki tej firmy!



Pielęgnacja mojej cery oparta na wyżej wymienionych produktach była bardzo udana. Znalazłam sporo ulubieńców, które zostaną u mnie na dłużej. Czy czegoś mi brakowało? Tak. Zdecydowanie przydałby się mocniejszy krem na noc i na upartego krem pod oczy.

Jak wygląda Wasza pielęgnacja cery? Macie swoje sprawdzone metody, produkty?

sobota, 25 lutego 2017

BYE BYE FEBRUARY!!!


Odnoszę wrażenie, że styczeń i luty to pasmo niekończących się problemów i nieszczęść. Szczególnie luty dał nam mocno po tyłku zwłaszcza przez jakąś "jelitówkę", która nas dopadła. Chyba każda matka mi przyzna, że choroba dziecka (u mnie dwójki) to coś okropnego. Ciągły strach, stres, nerwy, nieprzespane noce bardzo się na nas odbijają. Jednak, jak cofnę się pamięcią do zeszłego roku to w tym okresie byłam z Julią w szpitalu, więc suma sumarum nie jest źle :) Dziewczynki wyszły z tego, ale na dobitkę ja się pochorowałam. A wiecie, jestem osobą, która nie kładzie się do łóżka będąc chora. Nie ma znaczenia czy mam siłę czy nie, czy jestem zmęczona, muszę swoje zrobić. Niestety wymiotując i mając biegunkę (o matko!) powaliło mnie na całego. 
W grudniu Julia na akrobatyce źle skoczyła i miała nogę w szynie. Styczeń w większości upłynął nam pod znakiem choroby (jakaś normalnie epidemia! Na 21 osób w klasie, obecnych 5)- także mam nadzieję, że przynajmniej na najbliższy czas wykorzystałyśmy limit problemów zdrowotnych i zrobi się spokojniej :)
Przepraszam Was za wszelkie zaległości na blogu. Muszę też przyznać, że w tym miesiącu zrobiłam bardzo mało zdjęć i mam masę zaległości ze wszystkim.


W tym miesiącu dostałam apetyczną, walentynkową przesyłkę od Farmony. Jak zwykle wszystkie produkty pięknie pachną. To właśnie za zapach i działanie najbardziej lubię kosmetyki tej firmy. Migdałowy peeling do mycia ciała- ahhh dziewczyny żebyście mogły go poczuć. Sama słodycz migdałów i trufli! Kokosowy krem do rąk i paznokci w mini wersji znalazł miejsce w mojej torebce. Żel do mycia ciała oraz olejek do masażu dla dwojga to dla mnie nowość. Bardzo fajny pomysł na Walentynki :)




Zdecydowanie jestem wielką fanką kawy. Uwielbiam jej zamach! Zawsze przed zmieleniem wącham piękny aromat ziaren kawy. Bardzo lubię też ten składnik w kosmetykach. Peeling kawowy towarzyszy mi już od wielu lat. Tym razem przetestuję naturalny peeling kawowy od Efektimy. Jest to kawa z dodatkiem oleju migdałowego, soli z Morza Martwego, witaminy E, masła shea, oleju makadamia oraz oleju kokosowego. Brzmi cudownie! Myślę, że się bardzo polubimy.
Drugim produktem, który dostałam od Efektimy jest serum antycellulitowe. Jakby nie było lada moment marzec, wiosna. Pasowałoby wreszcie zacząć przygotowywać skórę do lata (i ciało!). Mam nadzieję, że w tym roku zdążę :P Serum ma fajne opakowanie z pompką, lekką konsystencję i cudowny zapach, który kojarzy mi się ze słońcem i latem. Z przyjemnością zużyję do ostatniej kropli.





Na koniec coś dla mnie, ode mnie ;) Eh to głupie, ale nic mnie tak nie mobilizuje do nauki, jak nowe, ładne akcesoria biurowe ;) Ale same przyznajcie, czy można się oprzeć tym ołówkom i notesie, zwłaszcza, że był na promocji. Nie da rady! Mam tylko nadzieję, że wreszcie zrobi się spokojniej, abym mogła zacząć je użytkować. 



Czy u Was rano też był ŚNIEG??!! Skończyłaby się już ta zima. Czekam z wielkim utęsknieniem na wiosnę.

Buziaki :*

środa, 8 lutego 2017

MÓJ SPOSÓB NA ZBYT ŻÓŁTY ODCIEŃ BLONDU, ZA CIEMNY ODROST PO FARBOWANIU NA BLOND- JOANNA MULTI BLOND REFLEX (ROZJAŚNIACZ W SPRAYU), JOANNA ULTRA COLOR SYSTEM (SZAMPON)



Farbujesz włosy na blond? Wyszedł Ci kiedyś zbyt żółty albo za ciemny odcień? Po pewnym czasie od aplikacji farby Twoje włosy tracą kolor i tym samym swoje piękno? A może dopiero zmierzasz do upragnionego blondu i przechodzisz przez różne odcienie żółtego? Chyba każdej posiadaczce jasnych, farbowanych włosów nie jest to obce :) Dzisiaj więc będzie post o dwóch produktach, którymi się asekuruję od lat. 



JOANNA, MULTI BLOND REFLEX

Rozjaśniacz w sprayu, służący do nadawania jasnym włosom efektu naturalnego, ciepłego, rozświetlającego słonecznego balejażu. Dzięki temu preparatowi możesz ozdabiać fryzurę złotawymi refleksami letniego słońca przez cały rok. Efekt zależy od wyjściowego koloru i odcienia włosów oraz ich naturalnej podatności na rozjaśnianie. To nie jest dekoloryzator - kosmetyk służy do delikatnego rozświetlenia włosów nieregularnymi, złocistymi i ciepłymi w odcieniu pasemkami, imitującymi słoneczne refleksy, nie do radykalnej zmiany koloru. Rozjaśniacz zawiera ekstrakt z rumianku i składniki odżywcze. Wyciąg z rumianku polecany jest szczególnie do pielęgnacji włosów blond. Po użyciu kosmetyku włosy pozostaną miękkie.


Próbuję na moment cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie, w którym roku zaczęłam schodzić z brązu na blond (zawsze byłam posiadaczką dłuższych blond włosów, ale któregoś dnia strzelił mi pomysł do głowy aby je ściąć na boba i przyciemnić :P). O ile mnie pamięć nie myli było to w 2011 roku, a już wcześniej znałam ten rozjaśniacz w sprayu. Także nie zliczę ile buteleczek przewinęło się przez moje ręce. 



Początkowo służył mi tylko w celu dodania włosom refleksów, takiego słonecznego efektu. Później pomagał w przyspieszeniu dojścia do upragnionego koloru, a kiedy już to zrealizowałam używam go wtedy, gdy odcień moich włosów jest zbyt ciemny, zbyt żółty albo stracił swój kolor. Powodów tego może być mnóstwo, chociażby zwykła zima, podczas której jest mało słońca i włosy robią się hmm matowe. Albo w momencie, kiedy za krótko trzymam farbę lub posiadam duży odrost. Robi mi się wtedy za ciemno wokół twarzy i potrzebuję rozświetlenia. 
Tak samo, jak nakładam farbę tak aplikuję rozjaśniacz. Czyli zaczynam od dołu (na odrost), oddzielając grzebykiem dane partie. Później wszystkie włosy rozczesuję aby było odpowiednie przejście koloru. Jeśli mam czas to przez chwilę podsuszam je suszarką, związuję w warkocz i idę spać. Następnego dnia myję włosy. 

Poprzednia wersja rozjaśniacza (opakowanie z niebieskim akcentem) zawierała m.in kwas salicylowy (Multi Blond Reflex został go pozbawiony) i z tego co pamiętam producent zalecał aplikację produktu na włosy i wyjście na słońce lub właśnie użycie suszarki. 
Kosmetyk nie działa, jak farba czy typowy rozjaśniacz. Zdecydowanie daje dużo łagodniejszy efekt i aby był mocniejszy potrzebne są dodatkowe aplikacje. 
Lubię go za jego łagodność i delikatność dla włosów. Nie zauważyłam  aby powodował ich zniszczenie itp. Aplikator w formie sprayu to zdecydowanie jego ogromny plus. Jego zapach określiłabym jako znośny :) Z efektu, jaki daje jestem zadowolona, ale czytałam opinie, że daje żółty efekt- także trzeba wypróbować go na sobie. U mnie nie ma efektu żółtka. 





JOANNA, ULTRA COLOR SYSTEM- SZAMPON DO WŁOSÓW BLOND, ROZJAŚNIANYCH, SIWYCH

Szampon do systematycznego stosowania. Nadaje platynowy odcień, eliminuje żółtawy odcień włosów. Zawiera składniki działające ochronnie i wzmacniająco na włosy. Formułę wzbogacono o specjalny system koloryzacji, dzięki czemu już po dwukrotnym zastosowaniu włosy zyskują blask i wymarzony odcień. Włosy dobrze się rozczesują, są miłe w dotyku.


Produkt posiada niebieski/granatowy kolor i ma za zadanie ochłodzić kolor włosów. W skład linii wchodzi jeszcze odżywka oraz płukanka. Ostatniej pozycji nie próbowałam, natomiast przez jakiś czas używałam odżywki. Doszłam jednak do wniosku, że wolę szampon, ponieważ fajnie oczyszcza moje włosy, nie powodując przy tym wysuszenia, podrażnienia czy obciążenia, a odżywki zdecydowanie wolę, kiedy są typowo pielęgnacyjne. 
Produkt dobrze się aplikuje oraz pieni. Po zmyciu należy zwrócić uwagę, czy nie ma się pobrudzonego na niebiesko czoła, ucha, karku itd :) Czasami myję nim tylko włosy przy skórze, czasami również na te na długości- w zależności czego potrzebuję. W przypadku, kiedy mamy już odrost trzeba uważać, aby nie przetrzymać zbyt długo produkt na włosach na długości, które jak wiadomo są jaśniejsze, bo wówczas mogą chwycić na niebiesko. 
Sięgam po niego najczęściej wtedy, gdy jestem przed farbowaniem włosów i potrzebują one rozświetlenia. Dobrze się sprawdza, kiedy wyszedł nam zbyt ciemny albo za bardzo ciepły odcień blondu. Świetnie ochładza kolor, ale nie robi tego na stałe. Zazwyczaj używam go dwa razy pod rząd i można powiedzieć, że na jakiś czas jestem zadowolona, po czym po jakimś czasie powtarzam ten "proces". 



Piszcie w komentarzu czy znacie te produkty lub używacie podobnych kosmetyków :)


sobota, 4 lutego 2017

MASŁO SHEA W ZIMOWEJ PIELĘGNACJI TWARZY I CIAŁA

MASŁO SHEA to kolejny bardzo dobry, wielofunkcyjny i przede wszystkim naturalny produkt, który na stałe zagościł w naszym domu. Jednak musiało minąć trochę czasu zanim odkryłam jego świetne właściwości i mnogość zastosowań. Szczerze mówiąc pierwsze opakowanie z zużyciem 1/3 przeleżało na dnie kosmetycznej półki do czasu porządków, kiedy to musiałam je wyrzucić, ponieważ się przeterminowało. To było jeszcze przed szałem na olejowanie włosów. Trudno mi w to teraz uwierzyć, ale kiedyś długo nie mogłam się przekonać do różnych olejków, olejów. Absurdalny wydawał mi się fakt, że mam je nałożyć zwłaszcza na włosy. Jak dobrze, że postanowiłam zaryzykować i przekonałam się, jakie wspaniałe efekty dają. Cały czas uważam, że to głównie dzięki olejowaniu moje włosy są w tak dobrej kondycji (trwała na blond włosach (!), rozjaśnianie, farbowanie, prostowanie- były, jak guma, a udało się je odratować).



Zimą MASŁO SHEA to must have w pielęgnacji mojej twarzy, ciała, włosów. Ponadto z powodzeniem stosuję je u córki, która ma Atopowe Zapalenie Skóry (jeżeli drogeryjne kosmetyki zawiodły, tak jak to u nas miało miejsce poczytajcie o naturalnych sposobach pielęgnacji skóry atopowej: https://www.mojealergie.pl/naturalne-sposoby-pielegnacji-skory-atopowej/).


MOJE ZASTOSOWANIA MASŁA SHEA
  • pielęgnacja ciała
  • pielęgnacja skór dzieci (ciało, odparzenia, AZS)
  • ochrona skóry przed wiatrem, mrozem
  • balsam do ust
  • krem pod oczy
  • dodatek do kremów, balsamów, odżywek
  • pielęgnacja włosów



Masło w porównaniu do naszego ulubionego oleju kokosowego ma bardziej treściwszą konsystencję. Twarda, zbita, grudkowata, toporna. W temperaturze pokojowej jest pod stałą postacią. Pod wpływem ciepła topi się, ale nie jest wówczas taka lejąca i śliska, jak w przypadku oleju kokosowego. Przez to nie lubię nim smarować całego ciała. Zdecydowanie preferuję aplikować je na dane partie. 

Moje dziewczynki zawsze były nim smarowane przed wyjściem na dwór zimą. Nie mam pojęcia tylko dlaczego zawsze się przed tym wzbraniały ;) Chyba nie ma dziecka, które lubi smarowanie. Produkt świetnie chroni przed wiatrem i mrozem delikatną skórę dzieci.

Masło pomogło mi na moje spierzchnięte usta (przełożyłam trochę do słoiczka na próbki), jak również wysuszone noski podczas choroby córek. Jest świetnym dodatkiem do kremów, balsamów, odżywek do włosów. Lubię stosować je w małej ilości pod oczy, wcieram je w paznokcie. 




Co jakiś czas, po kąpieli smaruję suche partie ciała masłem, aplikuję je pod oczy, nakładam na włosy, a na koniec na stopy. Jednym produktem mogę się praktycznie cała wysmarować. Uwielbiam jego nawilżające, natłuszczające i odżywcze działanie. Świetnie radzi sobie z suchością skóry, pielęgnuje moje włosy. Nałożony na stopy na noc pełni rolę maseczki- rano w dotyku są gładkie i miękkie. 
Z powodzeniem stosuję je w połączeniu z innymi kosmetykami. Przydatne jest zwłaszcza wtedy, kiedy dany produkt okazał się za słaby. Masło wzmocni jego działanie.

W przypadku Zosi, która ma AZS skóry za radą lekarza przez 2-3 dni smaruję ją masłem (lub olejem), a następie "atakuję" skórę emolientami- polecam wypróbować tą metodę, szczególnie wtedy kiedy pojawia się problem z utrzymaniem odpowiedniego nawilżenia skóry. Ponadto masło może być stosowane przy odparzeniach.
Notabene ponoć dobre jest do smarowania kanapek i smażenia, jednak tego jeszcze nie próbowałam :) Natomiast olej kokosowy z powodzeniem stosuję w kuchni.



Znacie masło shea? Lubicie je? Ja bardzo, ale gdybym miała wybierać to chyba jednak olej kokosowy jest bardziej przeze mnie lubiany.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...